niedziela, 13 maja 2018

Wosk "Rainbow Cookie" Yankee Cande

Dziś 13! Co prawda nie piątek, ale dopadła mnie jakaś straszna chandra i aż do wieczora nie chciała puścić. A jak wiadomo, na takie chwile, nie ma nic lepszego niż kakao, dobra książka, no i oczywiście zapachowe woski! I o ile od rana towarzyszył mi mój ukochany i niezastąpiony Amber Moon, tak na wieczór sięgnęłam po coś nowego, coś co choć trochę umili mi dzisiaj tę smutną niedzielę ;). Jest to też jeden z wiosennych wosków z kolekcji Yankee, dlatego jeśli jeszcze nie zapoznaliście się z falą nowości na ten rok, to zapraszam do dalszej części postu.


Słodkie ciasteczka nadziane musem z kremu cytrynowo-brzoskwiniowego. Mniam! Rainbow Cookie to nietypowy wosk z gatunku zapachów kuchennych. Co prawda łączy w sobie nuty słodkiej wanilii z soczystością brzoskwiń, ale moim zdaniem to zapach, który zaklasyfikowałabym bardziej do kategorii owocowej. Słodki lukier i bezowe makaroniki tworzą tu tylko tło, ustępując (moim zdaniem) tropikalnej mieszance. Gdybym miała wskazać jakie owoce się w niej czają, typowałabym bardziej marakuje i mango, co w moim przypadku nie jest takie złe, bo za brzoskwinią nie przepadam. Brzoskwinię czuć, ale nie tak bardzo jak się obawiałam i muszę przyznać, że w tym wosku jest całkiem przyjemna i mój nos zdecydowanie ją zaakceptował ;). Słodkość przełamana soczystością owoców. Idealna kompozycja na lato, szczególnie jeśli mamy ochotę na słodkie, a musimy liczyć kalorie. Rainbow cookie zadowoli największych łasuchów!

Ocena: 8/10

środa, 9 maja 2018

Wosk "Sweet Nothings" Yankee Candle

Ostatnie szaleństwo zakupowe skłoniło mnie do zrobienia drobnych porządków w moich woskach. Zdałam sobie sprawę, że mój świeczkoholizm urósł do tego stopnia,  że wosków zamiast ubywać, to stale przybywa :D. Nie żebym narzekała, bo jakaś część mnie ogromnie się cieczy z tej kolorowej tęczy w mojej szufladzie, inna jednak, ta bardziej rozsądna, prosi, żeby w końcu wykorzystać stare woski. I jak na złość przez ostatnie kilka dni trafiałam na same zwietrzałe buble. Tak więc dzisiaj, znudzona wieczorami bez zapachu i stęskniona za czymś nowym, powracam do Was z recenzją jednego z wosków z wiosennej kolekcji z tego roku. Ciesz się z prostych rzeczy, takie jest motto, a czy wosk faktycznie sprawił mi radość? Zapraszam poniżej! :D




Sweet Nothings to zapach ciężki do zdefiniowania. Lekko mydlany, wietrzny i perfumowany. Pomimo swojej siły sprawia wrażenie niezwykle delikatnego, niczym unoszące się na zdjęciu bańki mydlane. Na pierwszym planie wyczuwam w nim chryzantemę (!), której w opisie nie znalazłam, ale ja ją tam czuję i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej ;p. Nie mam za to pojęcia jak pachną cyklamen i kwiat lotosu, więc nie powiem Wam czy faktycznie znajdują się w wosku, ale w tej kwestii wierzę Yankee Candle na słowo ;). Oprócz nut kwiatowych, czuć lekką waniliową słodycz. Całość otoczona jest pudrowością i wręcz ozonową rześkością. Dla mnie to zapach najbliższy pierwszym perfumom jakie dostałam od cioci, kiedy byłam jeszcze bardzo mała. To zapach beztroski i wręcz młodzieńczych chwil z koleżankami. Niezwykle przyjemny i przystępny wosk. Jestem wręcz oczarowana jest subtelnością i elegancją. Takie woski to ja lubię ;)!

Ocena: 9/10

Jeśli już zdążyliście zauważyć, w słowie nothing zjadło "s". Jakoś tak lepiej mi to brzmiało i musiałam zapomnieć o jego dopisaniu (haha ;p) . Daje jednak słowo, że nie wpływa to ani troszeczkę na zapach. Oki, teraz ze spokojnym duchem mogę zmykać zasnąć w słodkich obłoczkach baniek mydlanych, a Wam życzę dobrej nocy, lub jak kto czyta, miłego dnia! Enjoy! (the simple things :D).

czwartek, 3 maja 2018

Wosk "Grapefruit Burst" Busy Bee

W oczekiwaniu na burze po upalnym dniu, uznałam, że po powrocie z pracy czas w końcu na zasłużony relaks. ;) Pogoda dzisiaj wyjątkowo dopisuje, ale sami chyba przyznacie, że palenie wosków przy temperaturze 25 stopni bywa ciężkie. Wtedy większość zapachów idzie u mnie w odstawkę i tylko prawdziwe świeżaki mogą "pójść z dymem". To wtedy jedna z niewielu chwil kiedy naprawdę chętnie goszczę w moim kominku cytrusy. Co prawda do limonki i cytryny nadal nie jestem przekonana, ale wciąż jestem w stanie zaakceptować, a nawet polubić grapefruitowe aromaty. Tym bardziej, że w szafie od ponad dwóch lat (!) leżakuje zapomniany przeze mnie wosk z Busy Bee. Jeśli ktoś z Was pamięta tę firmę i nadal ma do niej dostęp lub chętnie zapozna się z tą marką, to zapraszam na orzeźwiająco-cytrusowy, letni post! No to zaczynamy! :D



Jak już wyżej wspomniałam, fanką cytrusowych aromatów to ja raczej nie jestem. Jednak grapefruit przedstawiony w tym wosku całkowicie mnie kupił! :D Jest gorzki, soczysty, świeży, wodny i wcale nie taki słodki jakby mogło się wydawać. To dopiero co przekrojony owoc różowego grapefruita, położony na talerz. To aromat gorzkiej skórki i soku, który leci nam po palcach, kiedy smakujemy tego pysznego owocu. I pomimo iż trochę wykrzywia nam się uśmiech przy każdym kwaśnym kęsie, to pałaszujemy go z radością. Niesamowity zapach i pomimo iż wosk wiekowy to całkiem intensywny i dobrze sobie radzi w moim niewielkim metrażu. Z firmą Busy Bee miałam wzloty i upadki, ale tym razem jestem całkowicie oczarowana! Takie cytrusy to ja lubię! :D

Ocena: 9/10

niedziela, 29 kwietnia 2018

Wosk "Storybook Dreams" Bridgewater Candle

Nie wiem czy tylko ja tak mam, czy ma tak większość z nas, ale po generalnym sprzątaniu najlepiej pali mi zapachy przywodzące na myśl czystość, świeżość i lekkość. Dzisiaj, z racji wolniejszego dnia wzięłam się w końcu za generalne porządki ;p. Niestety, nie załapałam się na wolny weekend majowy, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Także, korzystając z wolnego czasu odświeżyłam nieco moją sypialnie! I muszę Wam się przyznać, że długo nie myślałam nad wyborem kandydata na dzisiejszy wieczór. Po raz pierwszy wiedziałam co wrzucę do kominka :D ! Zapraszam zatem na powrót do beztroskiego dzieciństwa. ;)



Storybook Dreams to zapach magiczny! Po woski z Bridgewater Candle sięgam rzadziej niż po Kringle czy Yankee ze względu na ich bardzo wysoką cenę. Kiedy jednak w sklepie stacjonarnie wsadziłam nos akurat w tę sztukę, wiedziałam, że wróci ze mną do domu. To kompozycja wyjątkowo czysta i subtelna. Opiera się w głównej mierze na nutach praniowych, to mieszanka plasująca się gdzieś pomiędzy proszkiem, a płynem do płukania. W tle całości dopełniają kwiaty, wzbogacone o lekką słodycz miodu, która nadaje woskowi ciepłego, przytulnego charakteru. Dla mnie magia! Kompozycja wielowymiarowa, bogata, bardzo intensywna. Przywodzi na myśl najbezpieczniejsze chwile, kiedy jako dziecko zakopywało się po gorącej kąpieli w czystej pościeli, którą mama zakładała po gruntownym sprzątaniu pokoju. Bardzo relaksujący i kojący aromat! Niepowtarzalny i sielski jednocześnie. Jeden z faworytów!

Ocena: 10/10

wtorek, 24 kwietnia 2018

Wosk "Fireside Treats" Yankee Candle

Dziś na Dolnym Śląsku pomimo upalnej, kwietniowej pogody spadł deszcz. To idealny, nastrojowy moment na coś ciepłego, słodkiego, ogrzewającego atmosferę. A skoro nawet w domowym kominku wieczorem pojawił się ogień nie mogło też zabraknąć odpowiedniego wosku w moim mniejszym kominku ;). I znalazłam! Tak długo ta kompozycja czekała na odpakowanie, że nawet nie pamiętam kiedy został wycofany. Na przełomie lat udało mi się zebrać wiele skrajnych opinii na jego temat i z radością zacierałam rączki, żeby go przetestować i przekonać się czy go polubię czy znienawidzę. ;p Zapraszam na wycieczkę pod namiot, najlepiej nad jezioro, gdzie przypieka się słodkie pianki nad ogniskiem...



Cudo! Już kiedy doszły do mnie jego pierwsze nuty, wiedziałam, że to będzie miłość! To idealny wosk, właśnie na taką porę, gdzie za oknem pada deszcz. Jest słodko i to nawet bardzo, ale w tym wypadku ani odrobinę mdło. Czuję wyraźnie pianki i przepyszny karmel! Mniam! Aż człowiek robi się głodny. Gdzieś w tle mam wrażenie, że są jeszcze nuty drzewne, albo po prostu wyobraźnia każe mi je tam czuć ;p. No bo lato, no bo ognisko, a jak juz ognisko to i przypiekanie na patykach i lekki dymny aromat. Dla mnie to kwintesencja ciepłych letnich nocy, wakacji, swobody. Wosk będzie idealny na zimniejsze dni, w ciepłe może być jednak zbyt ciężki, choć dla mnie i tak pozostanie Yankowym cudem. Piękna, głęboka, kuchenna kompozycja od której aż ślinka leci. Przy jego paleniu polecam zaopatrzyć się w coś dobrego, bo z pewnością będziecie głodni. Dla mnie majstersztyk i teraz pojawia się żal, że już wycofany ;(.


Ocena:10/10

niedziela, 22 kwietnia 2018

Świeca "Amber Glow" Yankee Candle

Popełniłam wykroczenie! Pomimo posiadania ponad trzystu zapachów w woskach (a ich ilość nie wiedzieć czemu stale rośnie, zamiast się pomniejszać) i 25 świec, kupiłam następną. To już chyba uzależnienie, ale na taką miłość ponoć już nie ma ratunku ;). Wszystko zaczęło się od zwykłej ciekawości. Zachęcona nowościami poszperałam po paru blogach za recenzjami i na Woskomani natrafiłam na recenzję Moon on Their Wings (polecam przeczytać!). Chodziłam, myślałam, dumałam i no zamówiłam! :D Nie obyło się też bez zamówienia przy okazji kilku wosków. A jako, że na świece nie mam już w pokoju miejsca, czas w końcu zabrać się za palenie tego co stoi i się kurzy. ;)  Świece, którą prezentuje zakupiłam na grupie wymiankowej. Jest niedostępna w regularnej sprzedaży, ale czasem można ją dostać na allegro lub ebayu. Jeśli jesteście ciekawi czy warto jej szukać, zapraszam poniżej!



Amber Glow to zapach uplasowany gdzieś pomiędzy wieczorowym, głębokim Evening Air, a tajemniczym, bursztynowym Amber Moon. Oba zapachy uwielbiam, nic więc dziwnego, że i ten zapach skradł moje serce.  To kompozycja niezwykle rozbudowana. Czuję w niej ciepło ambry, jak i aromat ziół oraz drewna, które nadają jej wrażenie zapadającego zmierzchu, gdzie gorące powietrze, ustępuje lekkiemu chłodowi zbliżającej się nocy. Jest to zapach, który można zaklasyfikować jako odrobinę męski, choć nie przypomina typowych męskich perfum. Jest odrobinę wodny, lekki, tajemniczy, a zarazem otulający. Idealny do palenia wieczorem, w gorące letnie noce lub wczesną jesienią, żeby ogrzać atmosferę "domowego ogniska". Świeca podczas palenia przywodzi na myśl leniwe spacerowanie wzdłuż wybrzeża w jakimś bardzo spokojnym miejscu. Jest schyłek lata, za horyzontem powoli chowa się słońce, a my już cieplej ubrani spacerujemy wsłuchując się w leniwe obijanie się fal o brzeg. Czyż nie cudowna interpretacja? :D Kompozycja perfumowana, głęboka, przytulna. Zdecydowany faworyt, który myślę, że często zagości w mojej sypialni. Warty poszukiwań.

Ocena: 9/10

Wosk "Warm Desert Wind" Yankee Candle

Witajcie w tę jakże słoneczną niedzielę! Jeszcze chwilę temu temperatura nie wyściubiała nos poza magiczne zero stopni na słupku rtęci, a już mamy cudowną, słoneczną pogodę.  W takich chwilach ciężko nie myśleć o wakacjach i podróżach. Szczególnie ostatnio dosyć często moje myśli uciekają do dalekich krajów, tropikalnych wysp i rajskich wycieczek. Ach, chce się wakacji! Tym bardziej kiedy weekend tak szybko ucieka i za chwilę wybije poniedziałek. Dlatego, żeby przedłużyć ten beztroski czas, pozwalam sobie na jeszcze chwilę cudownego relaksu. Odpalam wosk Yankee i przenoszę się daleko stąd. Zapraszam dzisiaj na dalekie podróże w bardzo gorące, pustynne rejony. ;)



Nie wiem dlaczego, ale wąchając na zimno całą kolekcję Q2 z tego roku, do tego zapachu podeszłam mocno sceptycznie. Co prawda, to Tropical Jungle (który jeszcze czeka na swój debiut, wiec poczekam do ostatecznego osądu ;p) najmniej mnie zachwycił, ale Warm Desert Sand wydał mi się zbyt "gorący" i "słodki" na porę letnią. Taka kompozycja wraz z pozostałymi byłaby idealna na jesień, kiedy człowiek ma ochot uciec byle daleko od pluchy, deszczu i szybko zapadającego zmroku i zupełnie nie pasowała do mi upalnego, polskiego lata ;). Jednak Yankee Candle po raz kolejny mnie zaskoczyło. Wosk owszem, jest słodki i ciepły, tego nie można mu nie zarzucić, ale jest też niezwykle świeży i lekki. Na pierwszym planie czuję w nim wyraźnie wiatr i ozon, chwilę później do tych nut dochodzi podwędzona wanilia i paczula, nadając mu orientalny charakter. Cudowna mieszanka, która faktycznie przywodzi na myśl gorące, bliskowschodnie lub afrykańskie wyprawy. Oczami wyobraźni widzę ciągnącą się po pustyni karawanę, wiozącą wanilię i przyprawy i wręcz czuję muskający skórę wiatr. Pomimo moich obaw wosk wcale nie obciąża pomieszczenia, nawet przy wyższej temperaturze za oknem ( a dziś mamy 24 stopnie!), a wręcz działa odwrotnie, nadając mu lekkości. ;). Cudowna kompozycja, letnia, gorąca i świeża! :D Zdecydowany hit!

Ocena: 10/10

czwartek, 19 kwietnia 2018

Wosk "Bay Leaf Wreath" Yankee Candle

Czy Wy też czujecie już zbliżające się lato? Mówiąc szczerze, nawet nie wiem w którym momencie drzewa stały się soczysto zielone. Uwielbiam ten moment kiedy natura budzi się do życia. Kwiaty powoli rozkwitają, na bezchmurnym niebie pojawia się słońce, a temperatura wzrasta powyżej 20 stopni... Ale bez popadania w melancholię ;). Na dziś miałam dla Was recenzję zupełnie innego wosku (albo planowałam ;p). Ostatecznie wosk nie trafił do kominka. Z racji aury za oknem, wydał mi się zbyt ciężki i czeka, kiedy pogoda stanie się trochę mniej sprzyjająca. Myślę, że wtedy będzie idealny! Dziś przychodzę z recenzją innego, chyba już niedostępnego wosku, którego mówiąc szczerze dosyć mocno się obawiałam. A czy moje obawy okazały się słuszne?



Ci co mnie znają, wiedzą, że za zapachami cytrusowymi nie przepadam. Nie specjalnie lubię też aromat liścia laurowego. Można by się spodziewać, że ich połączenie tym bardziej nie przypadnie mi do gustu... a jednak! Owszem, nie mogę wrzucić tego wosku na listę ulubieńców, ale śmiało mogę stwierdzić, że kompozycja ta jest bardzo przyjemna. To przede wszystkim słodki, delikatny aromat, wosk zupełnie inny podczas palenia i mało przypominający wersję na zimno. W kompozycji czuję zieleń, ale taką bardzo słodką, wręcz "nektarową". Są gdzieś tam nuty ziołowe, a jeśli dobrze się wczuć, to od czasu do czasu doleci do nas drobny aromat mandarynki. I długo się zastanawiałam, gdzie czułam podobne połączenie. I w końcu do tego doszłam. Lucky Shamrock! Woski nie są identyczne, ale są bardzo zbliżone poprzez dużą zawartość zieleni. Dla mnie kompozycja udana i jestem mile zaskoczona. Mam nadzieję, że przede mną jeszcze wiele takich aromatycznych niespodzianek. ;) Jeśli macie jeszcze okazję go przetestować, to spróbujcie. Warto go poznać.

Ocena: 7/10

sobota, 14 kwietnia 2018

Wosk "Under the Palms" Yankee Candle

Przetrwaliście wczorajszy piątek trzynastego? :D Jeśli był równie ciężki co mój, to zapraszam dzisiaj na chwilę zasłużonego, weekendowego relaksu w towarzystwie Yankee! Co prawda, na dzisiaj planowałam odpakować dla Was jedną z nowości z tego roku, natomiast silna potrzeba lata i odpoczynku na rajskiej wyspie zmusiła mnie do lekkiej zmiany planów, co mam nadzieje mi wybaczycie (hehe). Co się odwlecze, to nie uciecze jak to mówią i woski z Q1 i Q2 znajdą jeszcze swoją chwilę w moim kominku, o to nie musicie się martwić. A teraz, chętnych na rajskie klimaty rodem z Robinsona Cruzoe zapraszam na błogi odpoczynek pod palmami, na jednej z dzikich wysp. :)



Byliście kiedyś na rajskiej wyspie, gdzieś daleko na drugim końcu świata, gdzie słońce przedziera się przez szumiące liście plam, słyszycie szum oceanu, widzicie bezkresny błękit i bielusieńki piasek pod swoimi stopami? Jeśli nie, to teraz nie musicie daleko szukać, żeby poczuć ten klimat. Yankee i tym razem postarało się, żeby zapewnić nam tropikalne wyprawy bez wychodzenia z domu. I to nie byle jakie! Nie jest to typowo wakacyjny zapach, nie operuje zapachem mango, papai i kolorowych drinków rodem z Bahama Breeze. W niczym nie przypomina też lekkiego, arbuzowego Pink Sand. To zupełnie inne klimaty. Jest dziko, zielono i kokosowo. To taka rajska wyspa na końcu świata, bezludna, nietknięta jeszcze przez ludzką cywilizację. Są palmy dziko rosnące przy plaży, leniwie pochylające się nad wodą, fale, lekko szumiące, obijające się o brzeg. Czujemy bryzę znad oceanu i cudowny aromat zieleni przepełnionej kokosowym aromatem, kiedy spacerujemy po piasku. Moim zdaniem, właśnie taki zapach towarzyszył Robinsonowi Cruzoe w jego książce. Coś cudownego! Jeden z najlepszych, tropikalnych i nastrajających zapachów na lato (lub na wiosnę żeby poczuć klimat zbliżających się wakacji). Fanom kokosów gorąco polecam! :D

Ocena: 10/10

wtorek, 10 kwietnia 2018

Wosk "Camomile Tea" Yankee Candle

Mam dobrą wiadomość dla fanów świec, woskoholików i zakochanych w zapachach! Dziś, z racji wolniejszego popołudnia (co nie zdarza mi się często ;)) udało mi się cyknąć fotki nowym maleństwom jakie niedawno pojawiły się w moim domu, a mianowicie kolekcji na wiosnę i lato od Yankee. I mam nadzieję już niebawem kolejne, tym razem najnowsze zapachy zagoszczą na moim blogu. Mówiąc szczerze już nie mogę się doczekać kiedy w końcu je wszystkie przetestuje i wybiorę faworyta! :D Wąchając na zimno jest wśród nich pare kandydatów, ale czy pierwsze wrażenia się potwierdzą, dowiecie się w swoim czasie. Dziś zapraszam Was jeszcze na dawno odkładany post (a raczej zapach). Z racji cięższego dnia potrzebowałam czegoś relaksującego, lekkiego, nienachalnego. No i poszło... herbatka rumiankowa raz! Ponoć na stres też działa ;).



Po czterech latach od zakupu muszę przyznać, że wciąż ma moc!. ;) Camomile Tea to nic innego jak herbata rumiankowa z duuużą ilością miodu. Oj tak! Nuty miodowe można poczuć jako pierwsze, zanim jeszcze dobrze rozwinie się aromat ziół. Taka herbatę pamiętam z dzieciństwa, kiedy piłam ją na przeziębienia. Jej aromat jest niezwykle relaksujący i przywodzi mi na myśl czułą opiekę, jaką otaczała mnie mama podczas choroby. Do dziś dnia, lubię sięgnąć po kubek herbaty rumiankowej, dla uspokojenia nerwów ;). Dla fanów tego aromatu wosk będzie jak znalazł. Jest bardzo dobrze odzwierciedlony, intensywny i zrównoważony. Bardzo lubię do niego wracać wieczorami, przy kubku dobrej herbaty kiedy mam chwilę dla siebie. Zdecydowanie jeden z moich faworytów.

Ocena: 8/10